Czym są tak zwane kotłownie finansowe?

Czym są tak zwane kotłownie finansowe?

20 stycznia, 2020 17 przez Mikołaj Online

Jeśli sądzisz, że sceny z kultowego już filmu “Wilk z Wall Street” to kreacja, która nie ma miejsca w rzeczywistym życiu – poważnie się mylisz. Zgiełk, wulgarność i żądza pieniądza w oczach to codzienność także w polskich firmach zarabiających najczęściej na naiwności nieświadomych zagrożenia utraty majątku ludziach. Poznaj historię tzw. kotłowni finansowych, czyli miejsc, w których ktoś musi być łowcą, a ktoś inny zwierzyną.

Dla nikogo nie jest zaskoczeniem fakt, że dzisiejszym światem rządzi głównie pieniądz. Sprzedaż, zarobek, zysk – to jedne z najpopularniejszych w obecnych czasach pojęć, które opisują niejako większość profesji. Są one jednak najbardziej aktualne w branży finansowej, w której nie ma miejsca na sentymenty. Jest za to chęć pomnożenia kapitału i zgarnięcia sutej prowizji od każdej transakcji. Nawet wtedy, jeśli wiąże się to z niemoralnym, a często podłym zachowaniem względem klientów.

Miejsca pełne szaleństwa

Poranne mitingi, motywacyjne mowy, nieetyczne i balansujące na granicy prawa działanie i bardzo często oszustwa na niewinnych i zagubionych klientach to codzienność pracy w tzw. kotłowniach. Pod określeniem tym kryją się – pisząc najkrócej i najprościej – centra finansowe wyspecjalizowane w szybkiej i agresywnej sprzedaży ryzykownych produktów inwestycyjnych. Pracownicy tego rodzaju przedsiębiorstw bazują najczęściej na zdobywanym stopniowo zaufaniu konsumentów, którzy chcąc pomnożyć posiadany kapitał, podejmują mało odpowiedzialne finansowo decyzje.

Za drzwiami kotłowni

Od jakiegoś czasu po polskich portalach internetowych krążą filmiki pokazujące prawdziwe oblicze kotłowni finansowych. Byli pracownicy takich firm, na łamach ogólnopolskich mediów, zdradzają szczegóły swojej pracy, a także licznych zabaw, imprez czy “wyzwań” odbywających się w przerwach lub “po godzinach”. Z opowieści tych wyłania się obraz miejsca, w którym najwyższą wartością, o którą warto walczyć za wszelką cenę, jest pieniądz. Większość pracowników kotłowni finansowych uważa bowiem, że za gotówkę można przekonać innych ludzi do zrobienia niemal każdej, nawet najbardziej niemoralnej i upokarzającej rzeczy.

Praktyki wobec klientów

Szokować może nie tylko sposób, w jaki bawią się pracownicy, ale przede wszystkim to, jak traktują swoich klientów. Wbrew pozorom, w kotłowniach finansowych pracują profesjonalni sprzedawcy, którzy poświęcają się swoim zadaniom – czyli zarabianiu dla firmy jak największych pieniędzy – w stu procentach. Idą przy tym niestety po trupach, oferując klientom bardzo ryzykowne produkty rynkowe. Jak w rzeczywistości wygląda ich praca? Transakcje finalizowane są przez telefon. Pracownik wybiera numer ze swojej listy kontaktów, telefonuje i zachęca do skorzystania z danego instrumentu finansowego.

Ważny moment

Sposób rozmowy i to, jakich dokładnie narzędzi manipulacji użyje pracownik zależy tylko od niego. Większość jest jednak na tyle skuteczna, że klient dość szybko i na długi czas wpada w sidła zastawione przez sprytnego rozmówcę. Na pierwszy rzut oka kotłownie przypominają firmy maklerskie, sprzedające akcje giełdowe. Pracownicy operują trudnymi i brzmiącymi dość profesjonalnie nazwami, przekazują konsumentowi informacje za informacją, po to, aby wprowadzić w jego głowie chaos, a przede wszystkim tworzą podniosłą atmosferę. Byli pracownicy opowiadają o przypadkach, w których klient jest obrażany, wyśmiewany za brak odwagi podjęcia ryzyka inwestycyjnego, a nawet nakłaniany do postawienia na szali swoich ostatnich oszczędności. Pracownicy kotłowni przekonują bowiem, że “podobna okazja może się już nie powtórzyć”.

Sposób na sukces?

Tak naprawdę na transakcjach w dużej części przypadków zarabiają wyłącznie konsultanci. W kotłowniach finansowych istnieje ścisła hierarchia i poczucie przynależności do danego szczebla przedsiębiorstwa. Walka o wyższe stanowisko odbywa się kosztem zwykłych klientów, którzy niejednokrotnie tracą majątek swojego życia. Pracownicy kotłowni otrzymują od każdej operacji prowizję. Im więcej więc sprzedadzą, tym więcej zarobią, a przy okazji zdobędą dodatkowe punkty, które decydują o awansie.

Czy klienci zarabiają?

W większości przypadków tak, ale… tylko na początku. Na zachętę. Inwestowanie za pośrednictwem tzw. kotłowni finansowych to bowiem stąpanie po kruchym lodzie. Klienci zazwyczaj nie mają pojęcia na co dokładnie przeznaczają swoje pieniądze, a zadaniem pracowników tych firm jest jak najdłuższe zatrzymanie środków. Kotłownia zarabia procent od każdej kwoty, a koniec końców klient i tak nie odzyskuje wszystkich pieniędzy. Inwestowane są one bowiem w dość ryzykowne instrumenty, które nie gwarantują sukcesu finansowego.

Kotłownie a prawo

Tego typu firmy działają w pełni legalnie, formalnie funkcjonują w branży finansowej lub doradczej. W teorii to do klientów należy decyzja o inwestowaniu, a manipulację faktami i stosowanie socjotechnicznych sztuczek trudno udowodnić. Cały proceder odbywa się więc w białych rękawiczkach, a kluczowa jest niestety naiwność samych klientów.

Artykuł powstał przy współpracy z Pożyczkowy Portal.